Bzik kończy działalność. Przynajmniej jako blog. Jeszcze nie wiem co dalej.
Dziękuję Wam za te 3,5 roku.
Uściski
Monika
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 grudnia 2015
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Święta.
Moi drodzy, pewnie zauważyliście, że przez ostatnie pół roku niewiele się działo na blogu. Trochę mi się życie skomplikowało i nie potrafiłam znaleźć czasu ani energii na pisanie.
Jedną ze spraw, jakie mnie pochłonęły były wizyty w ośrodku opieki społecznej, a dokładniej w dwóch dziennych domach pomocy. Bywałam tam po kilka razy w tygodniu od sierpnia do początków grudnia. Zdarzały się chwile kiedy nie mogłam tam sobie znaleźć miejsca, ale częściej czułam się potrzebna.
Wszystko jedno czy to pogadanka o Hiszpanii, powtórka z zajęć komputerowych, wyszukanie informacji w Internecie, zmiana ustawień w telefonie, przygotowanie tradycyjnej potrawy hiszpańskiej, czy zwykła rozmowa. Dla mnie żadna z tych spraw nie stanowiła większego problemu, a innym sprawiła radość lub się zwyczajnie przydała.
W piątek pożegnałam się z drugim z dziennych domów opieki. Dostałam piękną choinkę zrobioną przez podopiecznych z papierowej wikliny na zajęciach z arteterapii. I dopiero jadąc do domu z papierowym drzewkiem ładnie zapakowanym w celofan poczułam świąteczną atmosferę.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wykluczone mogą się czuć ubogie i/lub samotne osoby w starszym wieku. Dzienny dom pomocy to nie tylko miejsce, w którym zjedzą śniadanie i obiad, wezmą ciepły prysznic lub wypiorą ciuchy, to także centrum spotkań, sposób na kontakt z rówieśnikami i licznymi gośćmi. Dzięki niezmordowanej kierowniczce oba ośrodki, w których bywałam często odwiedzają wolontariusze, artyści, podróżnicy, psycholodzy. Regularnie odbywa się gimnastyka z fizjoterapeutką, a starszy (stopniem) opiekun prowadzi arteterapię.
Jeśli macie zdjęcia z podróży, które moglibyście pokazać (z komputera na dużym ekranie telewizora), opowieść, którą chcielibyście się podzielić, a może posiadacie umiejętność, którą moglibyście przekazać seniorom, zgłoście się do rejonowego domu ośrodka pomocy społecznej (np. dzienny dom opieki). Na pewno macie taki w swojej dzielnicy. Wśród podopiecznych są ludzie różnego pokroju, o skrajnie różnych zainteresowaniach i gustach, nie wszystkich zainteresuje to, co macie do powiedzenia. Niektórzy pewnie zdrzemną się w połowie pogadanki lub zajęć praktycznych, bo traficie na porę poobiednią, ale docenią Wasz czas i wysiłek.
Ciepło, jakie dajemy innym zawsze powraca. Czasem w nieoczekiwanej formie.
Na koniec chciałam serdecznie podziękować Pani Annie Dziecic z Biura Radcy ds. Turystyki przy Ambasadzie Hiszpanii. Była bardzo pomocna i wyposażyła mnie w ciężką do udźwignięcia ilość map, folderów, długopisów i drobiazgów z logo turespaña, którymi mogłam się podzielić podczas pogadanki o Hiszpanii.
Nie wiem co dalej z bzikiem, na razie życzę Wam wszystkim Świąt pełnych ciepła i zrozumienia.
Monika
piątek, 10 października 2014
WFF?
A jednak nie będzie relacji z WFF.
Kiedyś sprawa była jasna. Jeśli musiałam wybrać między kupnem biletów na 6 filmów na WFF a kupnem cieplejszych butów, bo w trampkach już marzłam, rezygnowałam z jednego biletu i kupowałam ciepłe wkładki do trampek.
W tym roku planując zakupy z nosem w ekranie komputera, na którym widniał program WFF skupiłam się wyłącznie na filmach z rejonów hiszpańskojęzycznych, bo przecież "trzeba" je opisać. Nie trzeba. Nie jestem opiniotwórczym, poczytnym krytykiem filmowym. Nie ma się co spinać i naginać grafiku tak, żeby zdążyć na pierwsze projekcje i podzielić się wrażeniami na tyle wcześnie by pomóc innym hispanofilom podjąć decyzję "co obejrzeć". Zdecydują sami, nie jestem im do tego potrzebna. Kocham kino, ale przecież nie muszę pisać tego, co myślę o każdym obejrzanym filmie. Nie czuję też żebym miała dla kogo pisać.
Przedsięwzięcia udają się tylko jeśli zaangażowane w nie osoby dają z siebie wszystko, jeśli droga jest za razem celem. A dla mnie cel związany z bzikiem jest mglisty i ciężko do niego obrać drogę. Wymyśliłam sobie wielobranżową firmę działającą w interesujących mnie dziedzinach, ale po roku nie jestem ani o krok bliżej do celu. I już wiem, że nie dałabym rady pociągnąć jej sama. Cała ta wydumana konstrukcja nie ma też zbyt wiele wspólnego z moją pasją, raczej jedynie z tym co lubię robić. Bzik jest jednak zawsze na drugim lub jeszcze dalszym planie.
Będę nadal prowadzić bloga, ale już bez napinki. Dotychczasowy wysiłek włożony w jego stworzenie przejdzie w tłumaczenia filmowe. Czas się w nich podszkolić i założyć porządną stronę. Sklep, który miał być wymówką do powrotu do tworzenia nie powstanie, bo nie potrzebuję wymówek.
Wracam do tego co kocham. Będę robić biżuterię, z czasem inne akcesoria, owszem, z hiszpańskimi akcentami, ale nie pod marką bzika.
Czy to znaczy, że obejrzę inne filmy na WFF, nie te ze świata hiszpańskojęzycznego? Nie. Tej jesieni wybór wygląda następująco: iść do kina lub mieć co zjeść. W związku z powyższym 30. edycja WFF odbędzie się bez mojego udziału. Żadna ze stron bardzo na tym nie ucierpi.
Uwaga, wpisu o Dzikich historiach nie odpuszczę! Pamiętajcie o promocji 2 za 1 w dniach 11-12 października (Warszawa kino Muranów) z okazji urodzin Gutka.
czwartek, 3 kwietnia 2014
"Entre dos tierras estás..."
El 1 de Abril. Voy por la ciudad con auriculares puestos. Escuchando el podcast de la Radio 3, programa "Hoy empieza todo" de esta misma mañana. Es el 30° aniversario de la muerte de Marvin Gaye y los autores del programa deciden rendirle homenaje. La mezcla de "melocotonazos", de ocurrentes comentarios de Ángel Carmona, de música de Marvin y de fragmentos de su biografía presentados por Gustavo Iglesias, comentarios sobre la situación actual y la fecha de hoy constantemente repetida consiguen que me sienta confundida. Estoy en el metro, viajando a Ursynów. He quedado para tomar un café con una amiga con que había trabajado en la Semana del Cine Español. Luego daré clase de español a otra chica muy maja. Cierro los ojos. Cuando los abro me sorprende ver que la nota que te dice qué hay que hacer en situación de peligro esté en polaco. Esperaba ver la en castellano o catalán como en el metro barcelonés.
Un día después, caminando por la Jagiellońska, hacia el cine Praha, veo un jardín infantil a mi derecha, los árboles con hojas emergentes, la luz parece distinta, incongruente y de repente me encuentro igual como en Valencia, el 19 de Marzo de 2009, cuando caminaba con Isa desde el lugar done aparcamos el coche hacia la plaza del Ayuntamiento para ver la Mascletá.
El estado de estar en un lugar pero sentirse como se estuviera en otro me parece absolutamente natural. Una vez más tengo la sensación de que el tiempo no es lineal. Tampoco nuestro concepto de espacio es correcto.
niedziela, 16 września 2012
Z ŻYCIA TŁUMACZKI
Z serii: "Lost in translation"
Niedziela. Poranny spacer z psem. Spotykam pana, którego często widuję z, dużo młodszą od mojej, sunią. Mała rośnie jak na drożdżach. Mimo, że psy już kilka razy się bawiły, a my mieliśmy okazję porozmawiać, nie wiem, jak ona się wabi.
-Jak ma na imię?-pytam.
-Seta.
-A, jak grzyb?
-Nie wiem, czy jest taki grzyb -odpowiada pan- chodzi o miarkę wódki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

